Używany Mercedes GLC 220d kontra benzyna: różnice w awariach, spalaniu i kosztach serwisu po 150 tys.

0
3
Rate this post

Nawigacja:

Krótka charakterystyka GLC 220d i benzynowych wersji – z czym dokładnie porównujemy

GLC pierwszej generacji (X253) – co to za samochód

Mercedes GLC pierwszej generacji (X253) wszedł na rynek jako następca modelu GLK. To średniej wielkości SUV klasy premium, oparty technicznie na Klasie C. Większość aut spotykanych na rynku wtórnym w Polsce to egzemplarze z napędem 4Matic i automatyczną skrzynią 9G-Tronic, często bogato wyposażone (pakiety AMG, pneumatyka, pakiety asystentów).

Model przeszedł modernizację (lift), po której pojawiły się nowsze jednostki napędowe (m.in. nowe diesle OM654 i benzyny M264 z miękką hybrydą). Dla osoby szukającej używanego GLC istotne jest, że pod tą samą nazwą „GLC 220d” mogą kryć się dwa różne silniki diesla, w zależności od rocznika.

Co zazwyczaj stoi naprzeciw GLC 220d – typowe benzynowe alternatywy

Na rynku wtórnym realnym dylematem jest zwykle: GLC 220d vs benzynowe GLC 200 / GLC 250 / GLC 300. W największym skrócie:

  • GLC 200 benzyna – 2.0 turbo, słabsza odmiana (zależnie od rocznika ok. 184–197 KM), często wybierana do spokojniejszej jazdy.
  • GLC 250 benzyna – 2.0 turbo ok. 211 KM (M274), przed liftem bardzo popularny wybór; po lifcie zastępowany przez inne oznaczenia.
  • GLC 300 benzyna – mocniejszy 2.0 turbo (ponad 240 KM), po lifcie często z systemem mild-hybrid (M264 EQ Boost).
  • GLC 220d – w zależności od rocznika: starszy diesel OM651 lub nowszy OM654, moc ok. 170–194 KM, zwykle z napędem 4Matic.

Mercedes lubi zmieniać oznaczenia, więc nazwy nie zawsze wprost mówią, jaki dokładnie silnik siedzi pod maską. Przy zakupie używanego GLC 220d lub benzyny kluczowy jest kod silnika i rok produkcji, a nie tylko moc katalogowa.

Różnice konstrukcyjne: 2.0 diesel vs 2.0 benzyna w GLC

Najczęściej porównywane silniki to:

  • Diesel OM651 – starsza 2.1/2.2 (w GLC 220d de facto 2.2), common rail, 4 cylindry, turbodiesel, rozrząd z łańcuchem od strony skrzyni biegów.
  • Diesel OM654 – nowsza 2.0, lżejsza, bardziej dopracowana pod normy emisji, też common rail, często lepsza kultura pracy.
  • Benzyna M274 – 2.0 turbo, wtrysk bezpośredni, 4 cylindry, stosowana m.in. w GLC 200/250/300 przed liftem.
  • Benzyna M264 – nowsza 2.0 turbo z miękką hybrydą (EQ Boost), po lifcie, zintegrowany rozrusznik-generator, inny osprzęt.

Diesle wymagają rzadszych, ale droższych serwisów układu wtryskowego i osprzętu emisji spalin (DPF, EGR, AdBlue w nowszych). Benzyny z bezpośrednim wtryskiem częściej borykają się z nagarem na zaworach, cewkami zapłonowymi i czułością na jakość paliwa.

Co realnie znaczy 150 tys. km w używanym GLC

Przebieg w okolicach 150 tys. km to w przypadku GLC pierwszy poważniejszy próg dla wielu podzespołów. W dobrze serwisowanym egzemplarzu:

  • silnik (diesel i benzyna) powinien być nadal w dobrej kondycji mechanicznej,
  • automatyczna skrzynia 9G-Tronic nie powinna jeszcze wymagać remontu, ale olej powinien już być wymieniany przynajmniej raz,
  • w dieslu DPF/EGR potrafią już dawać o sobie znać, jeśli auto dużo jeździło po mieście,
  • w benzynie często zaczynają się pierwsze objawy nagaru i wycieków.

Mit: „150 tys. w Mercedesie to dopiero rozgrzewka”. Rzeczywistość: mechanicznie często tak, ale osprzęt i elektronika po tym przebiegu są już daleko poza okresem „bezobsługowości”. Wszystko rozbija się o historię serwisową i styl eksploatacji.

Pomarańczowy Ford Mustang zaparkowany na ulicy w Denver
Źródło: Pexels | Autor: Jacob Moore

Diesel kontra benzyna w GLC – mitologia i realne scenariusze użytkowania

Popularne przekonania a realia jazdy GLC

Wokół SUV-ów premium krąży kilka mocnych przekonań:

  • Diesel w SUV-ie zawsze lepszy, bo jest oszczędniejszy i ma więcej momentu”.
  • Diesel po mieście się nie opłaca, bo DPF i EGR zaraz padną”.
  • Benzyna jest bezproblemowa, wystarczy lać paliwo i wymieniać olej”.

Każde z tych stwierdzeń ma ziarnko prawdy, ale w praktyce GLC 220d i benzynowe wersje różnią się bardziej tym, jak są używane, niż samą konstrukcją. Diesel kupowany zazwyczaj do długich tras – i wtedy faktycznie potrafi być tańszy w eksploatacji. Ten sam diesel wrzucony w typowo miejskie 5–10 km dojazdy rano i wieczorem szybko zaczyna generować koszty osprzętu.

Z benzyną jest odwrotnie: w mieście sprawdza się lepiej, rzadziej ma problemy z emisją, ale przy ciężkim aucie i napędzie 4×4 w trasie potrafi spalić znacznie więcej, niż deklarują katalogi.

Charakter jazdy: elastyczność, kultura pracy, hałas

GLC 220d oferuje wysoki moment obrotowy dostępny od niskich obrotów. W praktyce przekłada się to na:

  • łatwe ruszanie i wyprzedzanie przy niskich prędkościach,
  • niższe obroty silnika przy 120–140 km/h,
  • subiektywne wrażenie „ciągnięcia” auta przy lekkim dodaniu gazu.

Benzynowe GLC 200/250/300 mają lepszą kulturę pracy na biegu jałowym i w dolnym zakresie obrotów – mniej wibracji, przyjemniejszy dźwięk. Jednak przy wyższych prędkościach autostradowych, przy tej samej skrzyni 9G-Tronic, diesel często jest ciszej, bo trzyma niższe obroty.

Przy spokojnej jeździe rodzinnej benzyna daje wrażenie „miękkości”, ale przy gwałtownym dodaniu gazu zwykle redukuje więcej biegów i wchodzi na wyższe obroty niż diesel, co subiektywnie może być odbierane jako mniej komfortowe akustycznie.

Styl jazdy a realny sens diesla lub benzyny

Różnica w opłacalności napędu najmocniej zależy od tego, jak i gdzie auto będzie używane. Dwa skrajne scenariusze pokazują to najlepiej:

  • Użytkownik miejski, 12–15 km dziennie – krótkie odcinki, auto nie zawsze osiąga temperaturę roboczą, korki, częste zatrzymywanie. W takim profilu:
    • DPF w dieslu ma utrudnioną regenerację,
    • EGR pracuje w najgorszych warunkach (niskie prędkości, zimny silnik),
    • spalanie benzyny będzie wyraźnie wyższe od diesla, ale ryzyko kosztownych awarii osprzętu w dieslu rośnie lawinowo.
  • Handlowiec/autostradowiec, 25–40 tys. km rocznie – długie odcinki, stabilna prędkość, rzadko zimny start. W takim profilu:
    • diesel 220d utrzymuje niskie spalanie,
    • DPF i katalizatory mają dobre warunki do pracy,
    • różnica w kosztach paliwa wobec benzyny rośnie z każdym tysiącem kilometrów.

Przy rocznych przebiegach poniżej 15 tys. km i przewadze miasta benzyna zwykle wychodzi bezpieczniej. Przy 25–30 tys. rocznie i głównie trasie – diesel zaczyna uzasadniać się finansowo nawet mimo potencjalnie droższych napraw.

Normy emisji i ograniczenia dla diesli – perspektywa kilku lat

W kolejnych latach coraz więcej miast wprowadza lub planuje wprowadzić strefy niskoemisyjne, w których starsze diesle (szczególnie Euro 5 i niżej) mogą mieć ograniczony wjazd lub wjazd tylko w określonych godzinach. GLC 220d z nowszym silnikiem OM654 spełnia zwykle normę Euro 6d-Temp lub zbliżoną, co na dziś jest akceptowalne, ale polityka miast może się zmieniać.

Benzynowe wersje z reguły mają łatwiej w kontekście miejskich zakazów. Dla osoby, która planuje użytkować auto głównie w dużym mieście przez następne 7–10 lat, ten aspekt może być równie ważny jak spalanie czy awaryjność.

Mit: „Nowoczesny diesel Euro 6 jest już bezpieczny na lata”. Rzeczywistość: dziś tak, ale przepisy mogą się zaostrzyć, a ich kierunek jest raczej przewidywalny – ograniczanie ruchu diesli w centrach. Dla benzyny ryzyko regulacyjne jest na ten moment mniejsze.

Spalanie po 150 tys. km – realne wartości diesla i benzyny

Realne spalanie GLC 220d: miasto, trasa, cykl mieszany

GLC 220d jest jednym z oszczędniejszych SUV-ów premium, ale nie łamie praw fizyki – to ciężkie auto z napędem 4×4. Z praktyki użytkowników i mechaników wynika, że przy przebiegu ok. 150 tys. km i sprawnym osprzęcie można się spodziewać przeciętnie:

  • Miasto – wyraźnie powyżej deklaracji katalogowych, wyczuwalny wzrost w korkach i zimą.
  • Trasa 90–120 km/h – dużo niższe zużycie dzięki wysokiemu momentowi i 9-biegowej skrzyni.
  • Autostrada 140 km/h – spalanie rośnie, ale nadal jest korzystniejsze niż w benzynie o podobnej mocy.

Przebieg 150 tys. km sam w sobie nie podnosi znacząco spalania, o ile:

  • wtryskiwacze nie są nadmiernie zużyte,
  • DPF nie jest zapchany i wykonuje pełne regeneracje,
  • czujniki ciśnienia doładowania i spalin działają prawidłowo.

Jeżeli auto zaczyna regenerować DPF co kilkadziesiąt kilometrów lub jeździ na krótkich dystansach, zużycie paliwa potrafi skoczyć bardzo wyraźnie.

Spalanie benzynowych GLC 200/250/300 w praktyce

Benzynowe GLC 200/250/300 zużywają więcej paliwa, szczególnie w mieście. Składa się na to:

  • niższy moment obrotowy w dolnym zakresie obrotów,
  • większa skłonność skrzyni do redukcji biegów przy przyspieszaniu,
  • masa auta i napęd 4×4, których nie da się „oszukać”.

Po 150 tys. km wzrost spalania w benzynie widać głównie, gdy:

  • układ wtryskowy ma niedomagania (np. zabrudzone wtryskiwacze),
  • nagary na zaworach pogarszają napełnianie cylindrów,
  • czujniki (MAF, sondy lambda) przekłamują odczyty.

Dobrze serwisowany benzynowy GLC nie musi palić znacznie więcej niż „z natury”, ale przy zaniedbaniach, długich interwałach wymiany oleju i filtrów, liczba litrów na 100 km rośnie szybciej niż w dieslu.

Wpływ 150 tys. km na zużycie paliwa – zużycie osprzętu

Przy 150 tys. km kilka elementów może już mieć istotny wpływ na spalanie. W dieslu są to głównie:

  • wtryskiwacze common rail – podają paliwo mniej precyzyjnie, komputer koryguje dawki, co zwiększa zużycie,
  • DPF – częstsze regeneracje to dodatkowe dawki paliwa, które po części trafiają do oleju, po części są spalane w filtrze,
  • EGR – zacięty zawór zaburza mieszankę i pracę silnika.

W benzynie źródłami wzrostu spalania bywają:

  • nagary na zaworach dolotowych (wtrysk bezpośredni nie czyści zaworów paliwem),
  • sondy lambda i czujniki MAF – z czasem reagują wolniej,
  • świece zapłonowe po dawno minionym terminie wymiany.

Diesel i benzyna reagują więc inaczej na upływ kilometrów, ale przy dbałym serwisie 150 tys. km nie musi oznaczać dramatycznego skoku spalania w żadnym z nich.

Różnica w kosztach paliwa rocznie – kiedy diesel „zwraca się”

Kalkulacja paliwa w praktyce: przebieg roczny a wybór silnika

Różnica w spalaniu między GLC 220d a benzyną przekłada się na realne kwoty dopiero przy określonym przebiegu rocznym. To nie jest tak, że „diesel zawsze się zwraca” – przy niskich przebiegach zjada go wyższe ryzyko usterek osprzętu i zwykle wyższa cena zakupu.

Jeżeli porównamy przeciętnie utrzymane egzemplarze z podobnych roczników, to w uproszczeniu można przyjąć:

  • w mieście diesel zwykle spala kilka litrów mniej na 100 km niż benzyna,
  • w trasie przewaga diesla maleje, ale wciąż jest zauważalna,
  • na autostradzie przy prędkościach katalogowych różnice wciąż są na korzyść diesla, lecz narzut spalania względem średniej rośnie dla obu.

Przy jeździe głównie miejskiej i przebiegach do ok. 12–15 tys. km rocznie oszczędność na paliwie z diesla jest na tyle skromna, że łatwo ją „zje” jedna większa naprawa DPF, wtrysków czy EGR. W okolicach 25–30 tys. km rocznie diesel zaczyna mieć mocniejsze uzasadnienie finansowe – szczególnie gdy mówimy o autach kupowanych na kilka lat, a nie na krótki epizod.

Częsty błąd: ktoś, kto robi 8–10 tys. km rocznie po mieście, kupuje diesla „bo mniej pali”. Rachunek na stacji wygląda dobrze, ale gdy po dwóch latach trzeba zainwestować w filtr cząstek stałych, wtryski i czyszczenie dolotu, całkowity koszt jazdy wychodzi wyższy niż w benzynie.

Wpływ jakości paliwa i stylu tankowania na spalanie

Przy 150 tys. km na liczniku zaczyna wychodzić na jaw, jak auto było tankowane. Niby szczegół, ale w GLC różnice potrafią być odczuwalne:

  • diesel tankowany głównie na markowych stacjach rzadziej ma problem z wtryskami i pompą wysokiego ciśnienia,
  • benzyna kiepskiej jakości sprzyja nagarom i skraca żywotność świec oraz katalizatorów.

Mit, że „w nowoczesnych autach paliwo już nie ma takiego znaczenia”, rozjeżdża się z praktyką warsztatową. Układy wtryskowe są coraz bardziej precyzyjne, a więc bardziej wrażliwe. Przy GLC 220d zużyte wtryski po 150 tys. km częściej spotyka się właśnie w egzemplarzach tankowanych „gdzie popadnie” i eksploatowanych na tanim paliwie.

Niebieski Mercedes GLC zaparkowany na zewnątrz, widok z boku
Źródło: Pexels | Autor: Sara Mashhadawi

Typowe awarie GLC 220d po 150 tys. km

Silnik OM651 vs OM654 – różne problemy, różne koszty

Pod hasłem GLC 220d kryją się dwa główne silniki: starszy OM651 (głównie pierwsze lata produkcji) i nowszy OM654. Oba uchodzą za udane, ale każdy ma swoją listę typowych bolączek po 150 tys. km.

W OM651 częściej pojawiają się tematy znane już z wcześniejszych modeli Mercedesa – zużycie łańcucha rozrządu, nieszczelności układu paliwowego, problemy z osprzętem EGR. OM654 jest konstrukcyjnie nowocześniejszy, lżejszy, lepiej wyciszony, ale mocniej „dociążony” systemami emisji spalin i wrażliwszy na zanieczyszczenia.

Układ wtryskowy: wtryski i pompa wysokiego ciśnienia

Po około 150 tys. km układ wtryskowy w 220d może być już wyraźnie zmęczony, szczególnie przy intensywnej jeździe miejskiej i gorszym paliwie. W praktyce typowe objawy to:

  • trudniejszy rozruch na ciepłym silniku,
  • nierówna praca na biegu jałowym,
  • wzrost spalania i częstsze regeneracje DPF.

Wtryskiwacze common rail w OM651 i OM654 na ogół wytrzymują więcej niż 150 tys. km, ale pojedyncze sztuki potrafią „odpaść” wcześniej. Regeneracja lub wymiana nie należy do tanich, a jazda na lejących wtryskach przyspiesza zapychanie DPF i obciążenie turbiny.

Mit, że „jak odpala i jedzie, to wtryski są dobre”, bywa kosztowny. Dopiero pomiar korekt i test przelewowy pokazują skalę zużycia, a lekceważenie pierwszych objawów kończy się często lawiną następnych usterek.

DPF i układ wydechowy: zapchanie, niedogrzanie, tryb awaryjny

GLC 220d, zwłaszcza eksploatowany głównie w mieście, po 150 tys. km często ma już za sobą:

  • częstsze niż przewiduje fabryka próby regeneracji DPF,
  • epizody wejścia w tryb awaryjny przy niedokończonej regeneracji,
  • zwiększone poziomy popiołu w filtrze (to już nie spaliny, tylko stałe pozostałości po dodatkach do paliwa i oleju).

Jeżeli auto robiło długie trasy i miało szansę na regularne dopalanie, filtr potrafi przeżyć spokojnie ponad 200 tys. km. Egzemplarze „miastowe” dużo częściej wymagają w tym czasie przynajmniej gruntownego czyszczenia DPF lub jego wymiany. Przy okazji cierpi olej silnikowy – rozrzedzany paliwem podczas nieudanych regeneracji.

EGR, kolektor dolotowy i nagar

Zawór recyrkulacji spalin EGR w OM651 i OM654 jest szczególnie narażony na jazdę z niedogrzanym silnikiem. Po 150 tys. km typowe są:

  • zacinanie się zaworu (błędy w sterowniku, przejście w tryb awaryjny),
  • mocne zabrudzenie kanałów dolotowych mieszanką sadzy i oleju,
  • spadek mocy i „przymulona” reakcja na gaz.

Mechanicy coraz częściej spotykają GLC 220d, gdzie przy 150–200 tys. km konieczne jest nie tylko czyszczenie lub wymiana samego EGR, ale też demontaż kolektora dolotowego i gruntowne czyszczenie kanałów. Bez tego nowe elementy szybko znowu zaczynają pracować w gorszych warunkach.

Turbosprężarka i osprzęt doładowania

Turbosprężarka w GLC 220d potrafi przeżyć duże przebiegi, ale 150 tys. km to moment, gdy zaczynają wychodzić na jaw zaniedbania w wymianie oleju oraz trudne warunki pracy (częste gaszenie po ostrzejszej jeździe, holowanie, jazda z przyczepą).

Typowe objawy zmęczonej turbiny to:

  • gwizd lub świst narastający z obrotami,
  • olej w przewodach dolotowych znacznie powyżej normy,
  • sporadyczne błędy ciśnienia doładowania.

Częściej niż sama turbina padają elementy osprzętu – zawory sterujące, nastawniki geometrii, czujniki ciśnienia doładowania i temperatury spalin. Zdarza się, że użytkownik diagnozuje „kończącą się turbinę”, a w praktyce problemem jest czujnik za ułamek tej kwoty.

Łańcuch rozrządu i napęd osprzętu

OM651 ma już swoją historię z łańcuchami rozrządu – przy niektórych egzemplarzach pojawia się wyraźny hałas z przedniej części silnika, trudne rozruchy czy błędy czujnika wału. Po 150 tys. km warto uważnie słuchać pracy jednostki, zwłaszcza na zimno, i sprawdzić historię serwisową pod kątem wymiany łańcucha.

W nowszym OM654 problem z łańcuchem pojawia się rzadziej, ale nie jest to element „wieczny”. W obu przypadkach długie interwały wymiany oleju i jazda na kiepskim smarze wyraźnie skracają żywotność układu rozrządu i napędu osprzętu.

Układ chłodzenia i wycieki

Po 150 tys. km w GLC 220d nie są rzadkością drobne wycieki płynu chłodniczego z okolic króćców, chłodniczki spalin czy połączeń gumowo-metalowych. Część z nich jest trudna do zauważenia na pierwszy rzut oka – płyn odparowuje na gorących elementach i brak jest „kałuży” pod autem.

Regularna kontrola poziomu płynu chłodniczego i oględziny dolnej części silnika od spodu auta pozwalają uniknąć przegrzania, które w dieslu może mieć znacznie poważniejsze konsekwencje niż tylko wymiana uszczelki.

9G-Tronic w dieslu: obciążenia i typowe zużycie

Skrzynia 9G-Tronic w GLC 220d pracuje przy dużym momencie obrotowym już od niskich obrotów. Przy 150 tys. km, szczególnie bez regularnej wymiany oleju w przekładni, częściej pojawiają się:

  • delikatne szarpnięcia przy ruszaniu lub zmianie 2–3 bieg,
  • opóźnione reakcje na kickdown,
  • przeciąganie biegów w trybie komfortowym.

Mit, że „olej w automacie jest dożywotni”, obala każdy, kto rozbiera skrzynie po 150–200 tys. km. W dieslu, który generuje dużo momentu od dołu, świeży olej i filtr w 9G-Tronic potrafią zrobić ogromną różnicę w kulturze pracy przekładni i jej trwałości.

Typowe awarie benzynowych GLC po 150 tys. km

Silniki M274/M264 – specyfika i wrażliwe punkty

Benzynowe GLC 200/250/300 wykorzystują głównie czterocylindrowe jednostki M274 i nowszy M264. To silniki nowoczesne, z bezpośrednim wtryskiem, często z układami mild hybrid (w nowszych rocznikach). Dają dobrą dynamikę, ale ich piętą achillesową są nagary w dolocie i większa złożoność osprzętu.

Po 150 tys. km typowe problemy krążą wokół:

  • zanieczyszczonych zaworów dolotowych i kanałów,
  • układu wtryskowego i cewek zapłonowych,
  • łańcucha rozrządu oraz napędu pomp.

Nagary na zaworach i w kolektorze dolotowym

Wtrysk bezpośredni w benzynowych GLC oznacza, że benzyna trafia prosto do komory spalania, a zawory dolotowe nie są „myte” paliwem. Z biegiem czasu olej z odmy i opary paliwa osadzają się na zaworach i w kanałach dolotowych.

Po około 150 tys. km objawia się to najczęściej:

  • nierówną pracą na biegu jałowym,
  • utratą części mocy, szczególnie w dolnym zakresie obrotów,
  • wyższym spalaniem niż fabryczne dane.

W praktyce rozwiązaniem bywa czyszczenie dolotu metodą walnut blasting (piaskowanie łupinami orzecha) lub innymi technikami bez demontażu głowicy. Zabieg nie jest tani, ale przywraca kulturę pracy i częściowo odzyskuje zużytą dynamikę.

Układ zapłonowy, świece i cewki

W benzynowych GLC układ zapłonowy ma za sobą wiele milionów cykli pracy po 150 tys. km. W autach serwisowanych „po kosztach” świece bywają wymieniane rzadziej niż przewiduje producent, a cewki pracują na granicy swoich możliwości.

Typowe symptomy nadchodzących problemów to:

  • sporadyczne szarpnięcia przy przyspieszaniu,
  • błędy zapłonu zapisane w sterowniku (nawet bez wyraźnej kontroli check engine),
  • większa wrażliwość na wilgoć i niską jakość paliwa.

Mit, że „benzyna nie ma problemów z zapłonem, to tylko świece raz na kilka lat”, nie wytrzymuje zderzenia z jednostkami z doładowaniem i wysokim ciśnieniem wtrysku. Tutaj układ zapłonowy jest realnym elementem eksploatacyjnym, który trzeba traktować jak normalny koszt serwisowy, a nie awarię „z kosmosu”.

Wtryskiwacze paliwa i sondy lambda

Wtryskiwacze w benzynowych GLC są mniej obciążone wysokimi ciśnieniami niż w dieslu, ale wciąż pracują w trudnym środowisku – wysoka temperatura, bezpośredni kontakt z komorą spalania, nagary.

Po 150 tys. km słabsze egzemplarze zaczynają:

  • podawać paliwo mniej równomiernie (różnice między cylindrami),
  • dawać objawy lekkich „przydławień” przy zmianach obciążenia,
  • generować korekty wtrysku, które widać dopiero na diagnostyce.

Do tego dochodzi stopniowe zużycie sond lambda – reagują wolniej, gorzej kontrolują skład mieszanki, co przekłada się zarówno na spalanie, jak i na żywotność katalizatorów. Błędy związane z sondami kierowcy często bagatelizują, traktując je jako „drobiazg”, tymczasem długotrwała jazda z rozjechaną mieszanką potrafi uszkodzić katalizator, a to już poważniejszy wydatek.

Łańcuch rozrządu i napęd osprzętu w benzynie

Benzynowe jednostki M274/M264 również korzystają z łańcucha rozrządu. Przy 150 tys. km dobrze słychać, czy podczas pierwszych sekund po odpaleniu z zimnego silnika pojawiają się metaliczne odgłosy, „grzechotanie” czy dłuższe budowanie ciśnienia oleju.

Zużycie oleju silnikowego i odma

W benzynowych M274/M264 po 150 tys. km pojawia się często temat zużycia oleju. Nie chodzi o „branie oleju jak w starym TFSI”, ale o zauważalne dolewki między przeglądami, zwłaszcza przy ostrzejszej jeździe i długich interwałach wymiany.

Najczęstsze źródła problemu to:

  • zużyta lub zapieczona odma, która przestaje poprawnie odpowietrzać skrzynię korbową,
  • nieszczelności pokrywy zaworów i uszczelniaczy, powodujące „pocenie się” silnika,
  • nagary na pierścieniach tłokowych przy jeździe na słabym oleju i rzadkich wymianach.

Mit: „Benzynowy Mercedes nie powinien brać ani kropli oleju” ma niewiele wspólnego z realiami współczesnych, wysilonych jednostek. Niewielkie zużycie przy jeździe autostradowej jest normalne, natomiast litr na tysiąc kilometrów to już objaw usterki, a nie „taka uroda”.

Układ chłodzenia, pompa wody i termostaty

Silniki benzynowe pracują z wyższymi temperaturami spalin niż diesel, więc po 150 tys. km częściej wychodzi na jaw zmęczenie elementów układu chłodzenia. Nie zawsze są to widowiskowe awarie z gotowaniem płynu, częściej:

  • mikrowycieki z pompy wody i króćców,
  • zacinający się termostat (zbyt długie nagrzewanie lub przegrzewanie pod obciążeniem),
  • pęknięcia plastikowych elementów, które rozsypują się przy przypadkowym dotknięciu podczas innej naprawy.

Kierowca zwykle widzi najpierw rosnącą temperaturę w korkach lub lekko falujący wskaźnik przy podjeździe pod górę. Diagnostyka „na oko” bywa złudna – precyzyjniej pokazuje to logowanie temperatur w czasie jazdy. Ignorowanie pierwszych sygnałów prowadzi do przegrzania, a to prosta droga do uszkodzenia uszczelki pod głowicą lub mikropęknięć głowicy. Diesel jest tu bardziej odporny termicznie, benzyna szybciej pokazuje, że coś jest nie tak.

9G-Tronic w benzynie: inny styl pracy, inne zużycie

Ta sama skrzynia 9G-Tronic w benzynowym GLC pracuje w zupełnie innych warunkach niż w 220d. Ma do czynienia z wyższymi obrotami, częstszymi redukcjami przy dynamicznej jeździe i bardziej nerwowym korzystaniem z kickdownu.

Po 150 tys. km, jeżeli przekładnia nie widziała świeżego oleju, pojawiają się charakterystyczne objawy:

  • szarpnięcia przy redukcji 3–2 i 2–1, zwłaszcza przy lekkim hamowaniu,
  • „poszukiwanie biegów” w trybie Comfort przy delikatnym gazie,
  • wyczuwalne opóźnienie między wciśnięciem gazu a redukcją.

Mit o „luźnej benzynie, która mniej męczy automat” rozmija się z praktyką. To właśnie dynamiczne benzynowe GLC częściej mają przegrzewany olej w skrzyni, bo kierowca chętnie korzysta z pełnego zakresu obrotów. Wymiana oleju i filtra co około 60–80 tys. km robi tutaj podobną różnicę jak w dieslu – skrzynia wyraźnie płynniej redukuje i rzadziej generuje błędy elektrozaworów.

Napęd 4Matic i różnice w obciążeniu między dieslem a benzyną

W GLC z napędem 4Matic po 150 tys. km na pierwszy plan wychodzi nie tylko sama skrzynia, ale też dyferencjały i przekładnia rozdzielcza. Diesle częściej są wykorzystywane do holowania przyczep, benzyny – do szybszej jazdy, ale oba scenariusze potrafią doprowadzić do podobnych skutków.

Typowe objawy zmęczonego układu napędowego to:

  • delikatne wycie lub buczenie narastające z prędkością, niezależne od obrotów silnika,
  • szarpnięcia przy przełączaniu z D na R,
  • minimalne luzy i stuknięcia przy nagłym dodaniu i odjęciu gazu.

W dieslu obciążenie stałym momentem od niskich obrotów bardziej męczy przekładnię rozdzielczą i wały napędowe. Benzyna z kolei częściej dostaje „w kość” krótkimi, ale mocnymi pikami momentu przy redukcjach. Niezależnie od wersji, wymiana oleju w dyferencjałach i skrzyni rozdzielczej co kilkadziesiąt tysięcy kilometrów jest dużo tańsza niż późniejsza regeneracja kół zębatych i łożysk.

Spalanie oleju napędowego vs benzyny – wpływ na koszty serwisu

Różnica w spalaniu między GLC 220d a benzyną po 150 tys. km przekłada się nie tylko na rachunki na stacji, ale też na sposób, w jaki samochód jest serwisowany. Diesel z natury kusi do dłuższych tras i oszczędnej jazdy, benzyna zachęca do korzystania z obrotów.

W praktyce oznacza to, że:

  • 220d częściej ma za sobą długie przeloty autostradowe, co sprzyja DPF-owi, ale obciąża turbinę i skrzynię,
  • benzynowe GLC częściej jeżdżą po mieście, co przyspiesza zużycie układu zapłonowego, sond lambda i katalizatorów,
  • oszczędności na paliwie w dieslu bywają „zjadane” przez droższe naprawy osprzętu, jeżeli auto było katowane krótkimi odcinkami.

Popularny mit, że „diesel zwróci się samym paliwem”, nie uwzględnia scenariusza jazdy 80% miasto, 20% trasa. W takim użyciu przewaga spalania potrafi zniknąć po kilku poważniejszych interwencjach przy DPF, EGR czy wtryskach. Z kolei benzyna przy przebiegach autostradowych szybko pokazuje różnicę na dystrybutorze i też potrafi „zjeść” budżet, nawet jeśli jest prostsza w serwisie.

Wrażliwość na jakość paliwa i styl tankowania

Diesel w GLC, zarówno OM651 jak i OM654, ma układ wtryskowy o bardzo wysokim ciśnieniu i niewielkich tolerancjach. Słabe paliwo z dużą ilością zanieczyszczeń lub wody kończy się zwykle:

  • przyspieszonym zużyciem końcówek wtryskiwaczy,
  • uszkodzeniem pompy wysokiego ciśnienia,
  • korozją w układzie i opiłkami w listwie common rail.

W benzynie układ jest mniej wrażliwy na wodę, ale bardziej na jakość samej mieszanki – liczba oktanowa, dodatki detergencyjne, stabilność spalania. Tankowanie permanentnie na najtańszych stacjach kończy się często szybszym brudzeniem wtrysków, gorszą pracą sond i zwiększonym nagarem w dolocie.

Mit, że „premium paliwo to tylko marketing”, czasem upada, gdy porównuje się logi pracy silnika i korekty wtrysków na różnych tankowaniach. W jednostkach z bezpośrednim wtryskiem różnica w trwałości komponentów między paleniem „czegokolwiek” a sensownym paliwem z dodatkami potrafi być odczuwalna po właśnie tych 150 tys. km.

Koszty typowych napraw po 150 tys. km – diesel vs benzyna

Bez wchodzenia w konkretne cenniki, da się wyłapać pewne prawidłowości w portfelu użytkownika. Diesel ma droższy kluczowy osprzęt, benzyna – częściej wraca do warsztatu na mniejsze, ale powtarzalne interwencje.

W GLC 220d zwykle największe pozycje po 150 tys. km to:

  • regeneracja lub wymiana wtryskiwaczy,
  • czyszczenie / wymiana DPF, naprawy EGR,
  • ewentualna turbina lub jej osprzęt.

W benzynowym GLC typowy „koszyk” wydatków obejmuje:

  • świece, cewki, czasem wiązkę zapłonową,
  • czyszczenie zaworów dolotowych i kolektora,
  • wtryskiwacze, sondy lambda, drobne nieszczelności dolotu.

Mit o „bezwzględnie tańszej benzynie” czy „zawsze droższym dieslu” nie ma sensu bez uwzględnienia profilu jazdy i historii auta. Auto z flotowym rodowodem, regularnie serwisowane, może po 150 tys. km wymagać głównie obsługi eksploatacyjnej, podczas gdy zaniedbany egzemplarz z miejskim przebiegiem będzie generował serię drogich napraw niezależnie od rodzaju paliwa.

Wpływ pierwszych 150 tys. km na dalszą trwałość

To, co dzieje się z GLC do przebiegu około 150 tys. km, w dużej mierze ustawia jego przyszłość. Diesel, który jeździł głównie w trasie, miał częsty olej i sensowne rozgrzewanie przed mocniejszym obciążeniem, odwdzięczy się relatywnie małą ilością niespodzianek przy 200–250 tys. km. Ten sam 220d, katowany krótkimi odcinkami, gaszony zaraz po ostrzejszej jeździe i serwisowany „na oko”, będzie miał zmęczony DPF, EGR, turbinę, a często też układ wtryskowy.

Benzynowe GLC, które widziało regularne wymiany świec, porządny olej i czasem dłuższe trasy, przeważnie wymaga przy 150 tys. km gruntownego czyszczenia dolotu i ewentualnie kilku elementów układu zapłonowego. Ten sam silnik, używany tylko w mieście, z wiecznie niedogrzanym olejem i jazdą „od świateł do świateł”, będzie miał wyraźne nagary, większe zużycie oleju i częstsze błędy sond lambda.

Mit o „magicznej granicy 150 tys. km”, po której „zaczyna się psuć”, jest wygodnym skrótem myślowym. W praktyce to raczej moment, w którym kumulują się skutki wszystkich wcześniejszych decyzji serwisowych i stylu jazdy, a nie z góry zaprogramowany limit trwałości GLC – niezależnie, czy to 220d, czy benzyna.

Poprzedni artykułNajdroższe naprawy w Rolls-Royce: co psuje budżet szybciej niż paliwo
Natalia Nowakowski
Natalia Nowakowski w Kormak.pl łączy dziennikarską dociekliwość z praktyką kierowcy. Specjalizuje się w porównaniach modeli i analizie realnych kosztów posiadania auta: od spalania i serwisu po ubezpieczenia oraz leasing. W tekstach opiera się na danych producentów, biuletynach serwisowych, raportach rynkowych i doświadczeniach z jazd próbnych, a wnioski zawsze weryfikuje w kilku źródłach. Stawia na jasne kryteria oceny i uczciwe wskazanie ograniczeń, dzięki czemu czytelnik dostaje rekomendacje dopasowane do stylu jazdy i budżetu.